Spadek liczby zagranicznych studentów w Polsce zwykle omawia się w kontekście uczelni i polityki migracyjnej. Tymczasem z perspektywy firm to temat znacznie szerszy. Chodzi nie tylko o edukację, ale też o przyszłą dostępność pracowników, szczególnie tych młodych, mobilnych i dobrze odnajdujących się w środowisku międzynarodowym.
Dane przywołane w badaniach Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach pokazują, że zmiana już się dzieje. Warto więc spojrzeć na nią nie jak na odległy problem systemowy, ale jak na zjawisko, które może przełożyć się na rekrutację, podaż kandydatów i codzienne funkcjonowanie biznesu.
Ilu zagranicznych studentów studiuje dziś w Polsce?
W roku akademickim 2024/2025 w Polsce studiowało ponad 106 tysięcy cudzoziemców. To 8,5% wszystkich studentów na polskich uczelniach, czyli poziom zbliżony do średniej krajów OECD. Na pierwszy rzut oka ten wynik może wyglądać stabilnie, ale ważniejszy od samej liczby jest kierunek zmiany.
Dynamika wzrostu liczby zagranicznych studentów mocno wyhamowała. Wcześniej wynosiła około 18% rok do roku, a obecnie spadła do 1,4%. To wyraźny sygnał, że napływ nowych osób przestaje rosnąć w tempie, do którego rynek zdążył się przyzwyczaić.
Jeszcze wyraźniej widać to przy pierwszym roku studiów. Liczba osób rozpoczynających naukę spadła o prawie 4 tysiące, dokładnie o 3,8 tysiąca. Oznacza to, że obecny wynik ogólny jest częściowo podtrzymywany przez studentów kontynuujących naukę, a nie przez silny napływ nowych kandydatów.
Skąd pochodzą zagraniczni studenci w Polsce?
Zdecydowana większość zagranicznych studentów w Polsce pochodzi z Europy. Według przywołanych danych 70% to obywatele krajów europejskich. Najliczniejszą grupę stanowią obywatele Ukrainy.
Mowa o 47,5 tysiąca osób, czyli o grupie stanowiącej blisko połowę wszystkich cudzoziemców studiujących w Polsce. W praktyce ten obraz jest spójny z tym, co widać również na rynku pracy, gdzie obywatele Ukrainy od lat są najliczniejszą grupą cudzoziemców zatrudnionych w Polsce.
Ta struktura pochodzenia ma znaczenie, bo pokazuje, że mówimy przede wszystkim o osobach z relatywnie bliskiego otoczenia geograficznego i społecznego, a nie o przypadkowym, trudnym do przewidzenia napływie kandydatów z odległych kierunków.
Jak afera wizowa wpłynęła na liczbę studentów z zagranicy?
Według materiału to właśnie afera wizowa jest jednym z głównych powodów zmiany trendu. Jej konsekwencją był spadek dynamiki wzrostu liczby zagranicznych studentów i ograniczenie napływu nowych osób na pierwszy rok.
W praktyce oznacza to, że temat wiz i sposobu zarządzania migracją zaczął oddziaływać nie tylko na sam rynek pracy bezpośrednio, ale też na kanał dopływu przyszłych pracowników przez system edukacji. To ważne rozróżnienie. Cudzoziemiec przyjeżdżający do Polski na studia nie jest tylko studentem. Dla firm może być także przyszłym kandydatem, który poznał już język, realia życia w Polsce i lokalny rynek.
Dlatego spadek liczby nowych studentów zagranicznych nie powinien być traktowany wyłącznie jako problem uczelni. To także ograniczenie jednego z naturalnych źródeł pozyskiwania pracowników w kolejnych latach.
Dlaczego zagraniczni studenci są ważni dla gospodarki?
W materiale mocno wybrzmiewa ekonomiczny wymiar obecności zagranicznych studentów w Polsce. Każdy z nich wydaje rocznie od 38 do 75 tysięcy złotych. Chodzi o codzienne koszty życia, takie jak mieszkanie, jedzenie, transport, kultura czy rozrywka.
W skali całej grupy daje to kwoty liczone w miliardach złotych, które trafiają bezpośrednio do polskiej gospodarki i do polskich firm. Z punktu widzenia biznesu to ważny aspekt, bo pokazuje, że zagraniczni studenci nie są tylko częścią systemu edukacji. Są także aktywnymi konsumentami, którzy napędzają popyt w wielu branżach.
W materiale podkreślono również, że bardzo niewielu z nich korzysta z transferów socjalnych. Jeśli pojawia się wsparcie, to raczej w formie stypendiów naukowych. Oznacza to, że ich obecność wiąże się przede wszystkim z wkładem ekonomicznym, a nie z istotnym obciążeniem budżetowym.
Jaki wpływ mają zagraniczni studenci na rynek pracy?
To jedna z najważniejszych kwestii dla pracodawców. Badanie pokazuje, że 25% zagranicznych studentów podejmuje pracę już w trakcie studiów. Najczęściej są to branże typowe dla zatrudnienia studenckiego, takie jak handel, gastronomia i usługi.
Znaczenie tej grupy nie kończy się jednak na pracy dorywczej. Około 20% zagranicznych studentów zostaje w Polsce po ukończeniu studiów, aby podjąć zatrudnienie. To istotne w warunkach niskiego bezrobocia, ograniczonej podaży pracowników i stałego zapotrzebowania na kandydatów w wielu firmach.
Z punktu widzenia rekrutacji to szczególnie cenna grupa. Są to osoby, które już funkcjonowały w polskim otoczeniu, uczyły się w polskim systemie i miały czas na oswojenie się z realiami życia oraz pracy w kraju.
Dlaczego dla pracodawców to coś więcej niż statystyka?
Firmy często patrzą na temat cudzoziemców głównie przez pryzmat bezpośredniej rekrutacji pracowników z zagranicy. Tymczasem studenci zagraniczni tworzą osobną i bardzo praktyczną kategorię kandydatów.
To osoby, które są już obecne na miejscu, często znają język, mają doświadczenie życia w Polsce i zaczynają budować lokalne kompetencje jeszcze przed wejściem na rynek pracy na pełen etat. Dla pracodawcy oznacza to zwykle mniejszy dystans wdrożeniowy niż w przypadku osób, które dopiero przyjeżdżają do kraju wyłącznie po to, by podjąć pracę.
W materiale pada ważna obserwacja, że mogą to być kandydaci bardziej wartościowi niż część osób przyjeżdżających bez wcześniejszego kontaktu z polskim systemem edukacji. Nie chodzi tu o ocenę jednej grupy przeciwko drugiej, ale o wskazanie realnej przewagi adaptacyjnej. Student, który kilka lat funkcjonował w Polsce, jest po prostu lepiej osadzony w lokalnym kontekście.
Co może oznaczać dalszy spadek liczby nowych studentów?
Najważniejsza konsekwencja dotyczy przyszłej podaży specjalistów. Jeśli mniej cudzoziemców zaczyna studia w Polsce, to w kolejnych latach na rynek pracy trafi mniejsza liczba osób wykształconych już w polskim systemie. Dla firm może to oznaczać węższą pulę kandydatów do ról juniorskich, specjalistycznych i tych wymagających dobrej znajomości środowiska międzynarodowego.
Ten problem nie musi być odczuwalny natychmiast, ale jego skutki mogą narastać stopniowo. Najpierw będzie to mniejsza liczba kandydatów do pracy w trakcie studiów, potem mniejsza liczba absolwentów gotowych zostać w Polsce po dyplomie.
Właśnie dlatego temat zagranicznych studentów warto traktować jako element szerszej polityki zarządzania migracją. W materiale wyraźnie wskazano, że znaczenie ma nie tylko migracja stricte zarobkowa, ale też to, jak państwo i instytucje podchodzą do obecności cudzoziemców na uczelniach.
Co z tego wynika dla firm?
Najkrócej mówiąc, spadek liczby zagranicznych studentów to dla biznesu sygnał ostrzegawczy. Ta grupa pełni jednocześnie kilka ról. Wspiera gospodarkę jako konsumenci, zasila uczelnie, podejmuje pracę w trakcie studiów i częściowo zostaje w Polsce po ukończeniu nauki.
Jeśli ten dopływ będzie dalej słabł, firmy mogą odczuć to w postaci mniejszej dostępności kandydatów, szczególnie tych, którzy łączą wykształcenie zdobyte w Polsce z gotowością do wejścia na lokalny rynek pracy. Z perspektywy pracodawcy to nie jest więc poboczny temat edukacyjny, ale kwestia mająca bezpośredni związek z rekrutacją i dostępnością talentów.
Właśnie dlatego warto patrzeć na dane o studentach zagranicznych nie tylko jako na statystykę szkolnictwa wyższego. To także wskaźnik pokazujący, jak może zmieniać się rynek pracy w najbliższych latach.