Ukraińcy od kilku lat są jednym z najważniejszych filarów polskiego rynku pracy. Ich obecność nie sprowadza się tylko do uzupełniania braków kadrowych w pojedynczych branżach. To także realny wpływ na działalność firm, finanse publiczne i tempo funkcjonowania całej gospodarki.

Warto więc spojrzeć na ten temat bez uproszczeń. Jeśli po zakończeniu wojny duża część obywateli Ukrainy wyjedzie z Polski, nie będzie to wyłącznie kwestia mniejszej liczby kandydatów do pracy. To scenariusz, który może pogłębić problemy demograficzne, zwiększyć presję płacową i utrudnić utrzymanie obecnego poziomu zatrudnienia w wielu sektorach.

Jak ważni są dziś Ukraińcy na polskim rynku pracy?

Skala ich obecności jest duża i dobrze pokazują to podstawowe liczby. Obywatele Ukrainy stanowią około 4,5% wszystkich pracujących w Polsce. Jednocześnie odpowiadają za 70% cudzoziemców zatrudnionych w polskich firmach. To około 700 tysięcy osób z mniej więcej 1,1 miliona pracujących cudzoziemców.

Te dane mają znaczenie, bo pokazują, że nie mówimy o zjawisku pobocznym. To duża grupa pracowników, bez których część firm miałaby problem z utrzymaniem ciągłości działania. Szczególnie dotyczy to tych miejsc pracy, które są ciężkie fizycznie, słabiej opłacane albo po prostu mniej atrakcyjne dla polskich pracowników.

W materiale źródłowym pojawia się też ważna informacja wykraczająca poza sam etat. Obywatele Ukrainy zakładają już co dziesiątą jednoosobową działalność gospodarczą w Polsce. To oznacza, że ich rola nie kończy się na pracy najemnej. Są również częścią przedsiębiorczości i generują wpływy do budżetu.

Dlaczego ten temat jest dziś tak ważny?

Punktem wyjścia nie jest wyłącznie migracja, ale polska demografia. Według prognoz GUS do 2035 roku na polskim rynku pracy może brakować od 1,5 do 2,5 miliona pracowników. Jednocześnie liczba mieszkańców Polski ma się zmniejszyć o około 1,5 miliona względem obecnego poziomu.

To bardzo ważne tło całej dyskusji. Nawet gdyby nie pojawił się temat wyjazdu Ukraińców, Polska już dziś mierzy się z długofalowym problemem kurczącej się podaży pracy. Obecność pracowników z Ukrainy częściowo ten problem łagodzi. Gdyby ich liczba wyraźnie spadła, luka zrobiłaby się jeszcze trudniejsza do uzupełnienia.

Czy Ukraińcy zostaną w Polsce po wojnie?

Materiał źródłowy pokazuje, że odpowiedź nie jest jednoznaczna. Z raportu NBP z końca 2025 roku wynika, że wśród migrantów przedwojennych z Ukrainy 51% deklaruje, że chce zostać w Polsce na przyszłość. Jednocześnie 37% tej grupy nie jest zdecydowane.

Jeszcze większa niepewność dotyczy uchodźców. W tej grupie tylko około 27% deklaruje chęć pozostania w Polsce, a 56% nie wie jeszcze, co zrobi po zakończeniu wojny.

To ważna informacja, bo pokazuje, że przyszłość tej grupy nie jest przesądzona. Jeśli przyjąć uproszczony scenariusz, że co drugi obywatel Ukrainy opuści Polskę po zakończeniu wojny, oznaczałoby to ubytek około 350 tysięcy osób na rynku pracy. Już sama ta liczba pokazuje skalę możliwego problemu.

Dlaczego Niemcy stają się realną konkurencją?

Polska była jednym z głównych kierunków dla obywateli Ukrainy, zwłaszcza na początku wojny. Z czasem sytuacja zaczęła się jednak zmieniać. W Polsce przebywa około 900 tysięcy uchodźców z Ukrainy, podczas gdy w Niemczech około 1,2 miliona.

To oznacza, że Niemcy są dziś realnym konkurentem dla polskiego rynku pracy jako docelowy kierunek migracji. W materiale źródłowym wskazano też, że to właśnie ten kraj może przyciągać część Ukraińców po zakończeniu wojny.

Z perspektywy Polski ma to duże znaczenie. Jeśli pracownicy z Ukrainy będą porównywać różne kraje pod kątem dalszego życia i pracy, Polska nie konkuruje wyłącznie z powrotem do Ukrainy, ale również z silniejszymi gospodarkami Europy Zachodniej.

Co może się stać z rynkiem pracy po wyjeździe Ukraińców?

Najbardziej bezpośrednią konsekwencją byłby niedobór rąk do pracy. Firmy, które dziś opierają część swojej działalności na pracownikach z Ukrainy, musiałyby w krótkim czasie szukać zastępstw. W praktyce nie zawsze będzie to możliwe, zwłaszcza tam, gdzie już teraz trudno o kandydatów.

Materiał wskazuje też na drugi skutek, czyli wzrost presji płacowej. Mniejsza liczba dostępnych pracowników zwykle wzmacnia pozycję negocjacyjną kandydatów i zatrudnionych. To może przełożyć się na wyższe oczekiwania finansowe, a dla firm oznaczałoby dodatkową presję kosztową.

Nie chodzi jednak tylko o biznes. Mniej pracujących to również większe obciążenie dla systemu emerytalnego i ochrony zdrowia. Cudzoziemcy pracujący legalnie w Polsce odprowadzają składki i podatki, które zasilają finanse publiczne. W materiale pada wprost, że ich obecność w dużej mierze wspiera budżet tych systemów.

Jak duży jest ekonomiczny wkład Ukraińców?

Na końcu materiału pojawiają się dane, które dobrze porządkują skalę wpływu tej grupy na gospodarkę. Według przytoczonych szacunków w 2024 roku Ukraińcy pracujący w Polsce wypracowali około 2,7% polskiego PKB. Z kolei wpływy budżetowe wynikające z podatków zapłaconych przez obywateli Ukrainy miały wynieść ponad 15 miliardów złotych.

To pokazuje, że temat nie dotyczy wyłącznie pojedynczych branż czy lokalnych problemów rekrutacyjnych. Mówimy o grupie, której aktywność zawodowa ma zauważalny wpływ na gospodarkę w skali całego kraju.

Jakie rozwiązania są dziś brane pod uwagę?

Materiał źródłowy nie sprowadza sprawy do jednego prostego wyjścia. Pokazuje raczej kilka możliwych kierunków, z których żaden nie daje równie szybkiego i prostego efektu jak utrzymanie obecności pracowników z Ukrainy w Polsce.

Integracja dzieci cudzoziemców

Jednym z najważniejszych długofalowych kierunków jest integracja dzieci, które trafiły do polskich szkół razem ze swoimi rodzinami. Chodzi przede wszystkim o dzieci uchodźców z Ukrainy, które uczą się w polskim systemie edukacji, funkcjonują w polskiej kulturze i poznają język.

W materiale podkreślono, że to może być jedna z najlepiej rokujących grup z punktu widzenia przyszłego rynku pracy. Jeśli te osoby zwiążą swoją przyszłość z Polską, w naturalny sposób mogą zasilać krajowy rynek pracy w kolejnych latach.

Migracja z innych krajów

Drugim kierunkiem jest pozyskiwanie pracowników z innych państw. Problem polega na tym, że trudno znaleźć grupę równie liczną i jednocześnie tak bliską kulturowo oraz językowo jak obywatele Ukrainy.

W materiale wymieniono kilka możliwych kierunków, takich jak Białoruś, Mołdawia czy Gruzja, ale z zastrzeżeniem, że są to narody mniej liczne albo obarczone dodatkowymi ograniczeniami migracyjnymi. Pojawia się też wzrost znaczenia pracowników z takich krajów jak Filipiny czy Kolumbia. W przypadku Kolumbijczyków wskazano bardzo wysoki wzrost liczby pracujących w Polsce w perspektywie ostatnich dziesięciu lat.

To jednak nadal nie zmienia głównego wniosku. Alternatywy istnieją, ale nie są równie oczywiste ani równie łatwe do wdrożenia.

Rekrutacja w innych krajach Europy

Materiał wskazuje również na możliwość rekrutacji w krajach Unii Europejskiej o niższym poziomie życia niż w Polsce, takich jak Rumunia czy Bułgaria, a także w krajach bałkańskich, na przykład w Serbii czy Bośni.

Jednocześnie zaznaczono, że dotąd nie było tam większego zainteresowania migracją zarobkową do Polski, ponieważ wiele osób z tych krajów wybierało raczej Niemcy lub Skandynawię.

Ciekawym trendem jest natomiast rosnące zainteresowanie pracą w Polsce wśród obywateli niektórych państw Europy Zachodniej, zwłaszcza Hiszpanii, Portugalii, Włoch, a według przywołanego przykładu także Wielkiej Brytanii. Trzeba jednak dodać, że chodzi głównie o specjalistów i pracowników wykwalifikowanych. Taki trend nie rozwiąże braków kadrowych w zawodach prostszych, na przykład w produkcji czy logistyce.

Automatyzacja i robotyzacja

W materiale pojawia się też wątek automatyzacji i robotyzacji. Wiele firm będzie próbowało w ten sposób ograniczać zależność od pracy ludzkiej i łagodzić skutki braków kadrowych.

Jednocześnie autor wyraźnie zaznacza, że nie wszędzie da się to zrobić łatwo. Są obszary, w których człowiek pozostanie kluczowy i nawet rozwój technologii nie zlikwiduje zapotrzebowania na pracowników.

Aktywizacja starszych pracowników i reemigracja Polaków

Kolejnym kierunkiem jest większa aktywizacja osób starszych, określanych w materiale jako silversi, czyli pracowników po 50., 55. czy 60. roku życia. Firmy coraz częściej dostrzegają potencjał tej grupy, która wcześniej przegrywała na rynku pracy z młodszymi kandydatami.

W materiale pojawia się też wątek możliwego wydłużania aktywności zawodowej, a nawet przesuwania wieku emerytalnego, co wiązane jest z wydłużaniem się średniej długości życia w Polsce i Europie.

Uzupełnieniem tego obrazu jest reemigracja, czyli powroty Polaków z takich krajów jak Wielka Brytania, Niemcy czy państwa skandynawskie. Według przytoczonej informacji rok 2025 miał być pierwszym od 1990 roku, w którym z Wielkiej Brytanii i Niemiec wyjechało więcej Polaków, niż do tych krajów przyjechało. Jednocześnie materiał zaznacza, że brakuje jeszcze badań pokazujących, ilu z tych Polaków rzeczywiście wróciło bezpośrednio do kraju.

Co z tego wynika dla Polski?

Najważniejszy wniosek jest dość prosty. Obecność obywateli Ukrainy na polskim rynku pracy nie jest tymczasowym dodatkiem, który można łatwo zastąpić innym rozwiązaniem. To istotna część obecnego modelu funkcjonowania wielu firm i całej gospodarki.

Jeśli znaczna część Ukraińców wyjedzie z Polski po zakończeniu wojny, rynek pracy odczuje to szybko. Najpewniej przez trudności rekrutacyjne, silniejszą presję płacową i większe obciążenie systemów publicznych. Alternatywy istnieją, ale żadna nie daje równie szybkiego efektu jak utrzymanie i integracja tej grupy.

Z materiału wynika też jeszcze jedna rzecz. W warunkach pogłębiających się problemów demograficznych Polska potrzebuje spójnego podejścia do migracji i integracji, bo bez tego luka kadrowa będzie się tylko powiększać. W przypadku obywateli Ukrainy stawka jest szczególnie wysoka, bo chodzi o grupę dużą, ważną gospodarczo i relatywnie bliską Polsce kulturowo oraz językowo.